A co, jeśli marzenie naprawdę się spełni?…

 

Marzenia. Tak bardzo pragniemy ich spełnienia. I jednocześnie to tego spełnienia nierzadko boimy się najbardziej…

„Marzenia są po to, by je realizować”. Tyle razy słyszeliśmy to zdanie. Niejednokrotnie sami je pewnie wypowiedzieliśmy. Nie dostały tym mocy. Bo moc ich realizacji ma swój początek w naszej głębi. A tej nasze słowa często w ogóle nie sięgają. Życzenia wykluwają się w cieple powierzchowności. Lęk przed spełnieniem marzenia siedzi za to bardzo głęboko. Jego też zdarza nam się nie sięgać i nie widzieć. Czasem całymi latami. On za to na sile potrafi zyskiwać z każdym kolejnym rokiem, który nie przynosi realizacji upragnionych wizji. Można czegoś bardzo pragnąć – i zarazem to przed tym najbardziej uciekać. Świadomie wypowiadamy życzenie – tymczasem nasza nieświadomość może kryć w sobie potężne zblokowanie na przyjęcie spełnienia.

 

Moc sprawcza

 

Nowy Rok często obfituje w nowe plany. Planować jest łatwo – wizja spełnienia jest tylko wizją. Dotykając jej tylko w wyobraźni – czujemy się bezpiecznie. Kiedy marzenie zaczyna się naprawdę spełniać, wtedy nierzadko przychodzi lęk. Za snute w umyśle wizje nie trzeba brać odpowiedzialności. Za rzeczywistość, którą się stają – już tak. I najczęściej nie chodzi tu o konsekwencje tzw. wielkich projektów, których skala zaczyna przerastać nasze możliwości. Najczęściej chodzi o lęk przed nieuświadomioną do tej pory własną mocą sprawczą. Kiedy dostrzegamy, jak bardzo nasze życie zależy od nas i naszych projekcji – możemy czuć osuwający się pod nogami grunt. Nie można się już schować za czyimś niedopilnowaniem, za brakiem sprzyjających okoliczności czy niedostatkiem posiadanych zasobów. Nie ma na kogo przerzucić odpowiedzialności. Sen zaczyna się ziszczać – a wraz z jego spełnieniem przychodzi poczucie potęgi, którą jako ludzie jesteśmy. I jak to potęga – potrafi nas potężnie zaskoczyć i onieśmielić.

 

Nowy rok – stare możliwości

 

Czasem myślimy, że to nowy rok wnosi nowe możliwości. Przyglądamy się im z nadzieją. Im bardziej dajemy im wiarę – tym bardziej uciekamy od własnej mocy i rzeczywistego spełnienia. Chowamy się za czymś, czemu oddajemy siłę sprawczą. Największą możliwością jesteśmy my <3 Każdy kolejny rok wnosi potęgę, którą jesteśmy z samego daru narodzin. Te „stare możliwości”, którym torpedujemy działanie snując w umyśle coraz to śmielsze wizje i plany, są wartością, która znacząco przekracza to tzw. wyczekiwane „nowe”. Jak wyjść z tego zaklętego cyklu corocznej ucieczki przed samym Sobą?

 

Stań się marzeniem

 

A gdyby tak pozwolić sobie odejść od wizji marzeń? Puścić wolno wszystko to, z czym do tej pory wiązaliśmy się na myśl o „Nowym Roku” i nowym początku? Wejść w Nowy Rok bez jakiejkolwiek presji czy ciśnienia. Bez oczekiwania czegokolwiek. Tak, jak gdyby 1 stycznia był kolejnym dniem życia. Tylko tyle – i aż tyle. Poczuj to. Poczuj lekkość bycia. Nie dla marzeń i ich spełnienia – bo to nimi bardzo często zasłaniamy się przed prawdziwym życiem. Odhaczamy kolejne cele, by finalnie zobaczyć, że ich „spełnianiem” przegapiliśmy istotę życia… Bycie. Tu i teraz. Nie po coś – a ze względu na szacunek do daru życia, którym jesteś. Stań się własnym marzeniem. Stań się tym, którym już jesteś. Świadomie. W pełnej otwartości. Zobacz to. Całą swoją odwagą i uważnością. By już nie musieć mówić „Zobaczymy, jak będzie”. By po prostu być. W każdej sekundzie. I w każdym doświadczeniu. W pełni swojej mocy, której największym przejawem jest harmonia istnienia. Nie „sprzyjającymi” okolicznościami. Sprzyjającą postawą, którą jesteś rozpoznany przed samym sobą Ty.

 

 

Lew