Historia o milionach (do wzięcia)

Oliwka 2

Spójrzmy prawdzie w oczy – bogatym chce być każdy. Tyle w temacie. I Kropka. A konkretnie Kropka, Misiek, Gimli i miliony innych Futrzaków, dzięki relacji z którymi poczujesz się milionerem. Nie takim na chwilę. Takim na całe życie. I choćby i pieskie, to najpiękniejsze – bo wspólne <3

 

„Znajdziesz Miśkowi dom?” – zapytała znajoma.

Zdębiałam. Ona mnie pyta, czy ja psu dom znajdę. Kilka lat temu adoptowałam dwa nadzwyczajnie zwyczajne Futrzaki. I to one stały się moim domem. Wniosły w moją życiową przestrzeń taki ogrom, że życie nabrało wymiaru szczęścia. Nie za coś – a wbrew wszystkiemu.

Miśka opowieść prawdziwa:

Tylko słuchaj, dobra? Ja tak lubię Człowieków. Tak bardzo. A w zasadzie najbardziej. I nawet jak nie mam nic, to przy nich czuję, że mam wszystko. No to jak już są, to się tak mega cieszę. Viola, moja wolontariuszka, to się cała śmieje na mój widok. Mówi, że ja mam w oczach takie „Tyyy, ale fajnie, że jesteś!”. No. Chyba tak jest. Ale ja to mam nie tylko w oczach. W brzuszku też mam. Ostatnio Violi zrobiłem takiego fajnego psikusa. Ona mnie za uszkiem, takie drap, drap, a ja się przewróciłem na plecki i wystawiłem brzuszek do głaskania. I ona się tak bardzo wzruszyła. Prawie mi się popłakała. Że ja jej tak ufam. A jak mam nie ufać, jak ja od niej tyle ciepła dostaję? Dużo ze sobą rozmawiamy. Zabiera mnie na spacery, ale nie żeby tak sobie tylko pochodzić. Żeby razem być. I to jest w tych spacerach najfajniejsze. I kiedy myślę o domu, tym, który mógłbym mieć, to jest fajnie. Ale to fajnie to nie jest ze względu na sam dom. Bo ja tam widzę dom z dostępem do człowieka. I do głaskania. I to jest takie wszystko. Takie moje prywatne łał. Takie nawet większe niż to, czym jest samochód czy winda. Te poznałem dwa lata temu. I to już jest takie całkiem mi znane. Ale ten człowiek. Ten prawdziwy. Taki mój – na to mam cały czas taki poryw serca. Ala, moja druga schroniskowa opiekunka, mówi, że ja jestem cudowny pies dla człowieka. A ja tak wtedy na nią patrzę i pytam „No Ala, ale jak można nie być fajnym dla człowieka? Dla tego, co to jest wszystkim?” Niektórzy mówią, że ja już domu nie znajdę. Bo ja mam już 12 lat. I ja w tym schronisku jestem od zawsze. I że to już tak zostaje. Ale ja nosem czuję, że tam jest coś więcej. Za tymi schroniskowymi bramami. I ja im jeszcze zrobię psikusa. I ktoś mnie jeszcze weźmie. Bo może jakiś Człowiek potrzebuje domu? Ja bym go mógł dać. Całym sercem. I całym ogonem też. Tylko daj znać, kiedy, dobrze? Ja mam wolne terminy. Tylko przyjdź. I bądź. I zostań. Nic ponad. Takie wszystko.

Misiek zaufanie

Kiedy spytałam Agnieszkę, jedną z wolontariuszek pracujących z Miśkiem, dlaczego ten cudowny psiak nie znalazł przez tyle lat swojego opiekuna, usłyszałam „Bo jest duży i bardzo zwykły. I nie jest jedynym w takiej sytuacji”. Jest zwyczajnie nadzwyczajny – pomyślałam ze szczerą radością. A serce przywołało historię mojej psyjaźni z Karmelkiem. Psim chłopcem, któremu nikt nie dawał szans. Psim chłopcem, który mnie – która została jego opiekunką – dał szansę największą. Na bycie Człowiekiem. W pełnym tego słowa znaczeniu. I za ten los na loterii mu dzisiaj dziękuję. Bo chociaż Karmela już z nami nie ma, i chociaż tylu mówiło, że przegrał walkę z nowotworem, dla mnie był największym zwycięzcą z możliwych. A ja dzięki niemu poczułam się milionerką. Wypełnił moje życie milionem pięknych wzruszeń i zachwytów. Nad życiem. I byciem. Samą swoją obecnością wysycił moje serce olbrzymią miłością. To coś, czego nie jest w stanie odebrać żadna choroba.

Dom, czyli drugie życie – Karmelka historia prawdziwa

Karmelek był psem absolutnie nijakim – starszy kundelek z poobgryzanymi kawałkami obydwu uszek i zamglonym, smutnym spojrzeniem. Nie potrafił zabiegać o względy człowieka, bo doznał z jego strony wielu krzywd. Jego przyszli opiekunowie nie „wyłowili” go z tłumu wzrokiem. Wyłowili go sercem. Cudowna przemiana, jaką sam przeszedł, jest trudna do uchwycenia słowami. Przemiana, jaką zasiał w sercach swoich opiekunów – jeszcze trudniejsza.

„Dzień, w którym poznałam Karmelka zapamiętam jako dzień przemiany. Nie, nie chodzi o przemianę psa – ta nastąpiła znacznie później. Ta pierwsza przemiana miała miejsce w nas, przyszłych opiekunach Karmelita. Szukaliśmy psa niewielkich rozmiarów, o radosnym usposobieniu. Kiedy zobaczyliśmy Karmelka, wszelkie dotychczasowe kryteria straciły rację bytu. Serce otworzyło się na coś zupełnie innego. Dzisiaj już wiem, że klucz, jakim nasz Psyjaciel dostał się do naszego życia, jest jedynie słusznym kluczem. Nie rozumem, a czuciem, bo prawdziwa, przynosząca radość i spełnienie relacja nie opiera się na chłodnych kalkulacjach, a na porywach serca i duszy.

Taki jestem naprawdę

Karmelek miał za sobą wiele przykrych doświadczeń. Nie ufał mężczyznom, jako że zaznał z ich strony wielu krzywd. Na próbę zbliżenia się do siebie mężczyzny reagował ucieczką i nerwowym pomrukiwaniem. Na widok Adama zamarł. Wolontariusze w Korabiewicach poinformowali nas o podstawowych zasadach kontaktu z psimi mieszkańcami schroniska – wiedzieliśmy zatem, że czworonogi nie lubią, kiedy człowiek się nad nimi pochyla. To generuje w nich poczucie zagrożenia. Ta jedna wskazówka zmieniła kolej rzeczy. Adam przykucnął, a dopiero wówczas zwrócił się do Karmelka. Rozmawiali jak równy z równym. Postawa otwartości i dobrych intencji. Niesamowite, jak często przekreślamy zwierzaka ze względu na zachowanie, którego jedynymi winowajcami jesteśmy tak naprawdę my sami. A wystarczy poznać kilka zasad definiujących psią psychikę, by Futrzak dał się poznać taki, jakim jest w rzeczywistości, a nie pod osłoną lęku sprowokowanego naszym nieprzemyślanym ruchem.

Bo liczy się tu i teraz

Kiedy Karmelek po raz pierwszy przekroczył próg własnego domu, było w nim jeszcze sporo bojaźliwości. Przez kilka pierwszych tygodni nie mógł uwierzyć, że to, co zostało mu dane, jest jego. Na zawsze. Bardzo się nas pilnował. Do ogrodu wychodził tylko z nami – w obawie, że zostawiony tam sam, zostanie tam już na dobre. Z każdym kolejnym dniem nabierał coraz większego zaufania. Pamiętam, kiedy po raz pierwszy westchnął (psi sygnał tego, że jest dobrze). Leżał jak co wieczór na posłanku, a ja tuliłam go do snu. W pewnym momencie odpuścił czujność, a lęk przed ręką, która rani, ustąpił miejsca otwarciu się na czułość. Dla Karmelka ten etap był niesamowitą lekcją Człowieka. Dla nas był lekcją jeszcze piękniejszą – cierpliwości i pokory, bo widok zwierzaka, dla którego jedynym wyznacznikiem Szczęścia jest Twoja obecność, jest punktem zwrotnym dla naszego zabieganego życia. Gonimy za czymś, co jest ulotne, niepewne i tymczasowe, zamiast być tu i teraz. Karmelek cudownie osadził nas w rzeczywistości. Pokazał, że piękno jest w nas. Dzieliliśmy się z nim sobą, a on swoją reakcją pomnażał tę radość i dobro.

Droga ważniejsza od celu

Pytana o to, którą z wypracowanych przez Karmelka w domu cech uważam za najpiękniejszą, odpowiadam, że Karmelek cały był nośnikiem piękna. Bo nie chodzi o cel jako taki. Chodzi o proces. O wspólne przeżywanie, wspólne próby, sukcesy i niepowodzenia. Bycie razem i dla siebie nawzajem. Nie za coś, a wbrew wszystkiemu.

Karmelek sepia

***

Misiek: Ja nadal tu jestem!

Misiek Radość

Misiek czeka na swojego Człowieka w warszawskim schronisku na Paluchu. Jest psem zdrowym i przygotowanym do adopcji. Nie lubi bliskich kontaktów z innymi zwierzakami, ale sam ciepła ma tyle, że obdarza za trzech :) Jeśli w Twoim domu nie ma jeszcze Futrzaka – napisz lub zadzwoń do Miśka : ) (kontakt za pośrednictwem Agi, Wioli lub Ali : ))

Aga: 609-999-606

Viola: 720-851-234

Ala: 603-308-936

https://www.napaluchu.waw.pl/

 

PSIE POST SCRIPTUM

„Kropka, a jaka jest Twoja historia?”.

„Jak sami spytają, to powiem. I Kropka”.

Kropa jasno małe

Na dwa dni przed publikacją tego tekstu Kropa trafiła do najwspanialszego domu na świecie – własnego <3 Przed postawieniem finalnej kropki prosiła, by miejsce, które w tym tekście zdążyła zagrzać, udostępnić jej psyjacielowi, Gimliemu : ) Gimli po swoją historię prawdziwą zaprasza na stronę schroniska w Korabiewicach : )

Gimli mały

www.schronisko.info.pl

 

 

Odpowiedzi