LĘK… czyli kto?

Przychodzi bez zapytania. Lęk, niecierpliwość i zwątpienie. Bo czasem jest tak, że z pozoru nie ma nic. I wówczas wychodzą na światło dzienne trzy wspomniane. Możemy je przyjąć albo odrzucić. W tym odrzuceniu jesteśmy im pokarmem. W uznaniu ich prawa do tego, by były – sięgamy własnej mocy.

Skąd się bierze lęk? Jest od zawsze. Od zarania świata. Kiedy uświadamiamy sobie jego historię i pochodzenie, przestaje nas straszyć. Nie jest już obcy. Widzimy go. Był tam i wcześniej – ale my baliśmy się go zobaczyć. Przyjrzeć mu się. Uważnie. Teraz sobie na to pozwalamy – dostrzegając zarazem, że nasza z nim relacja była mocno przesadzona. Widzieliśmy tylko jego czubek. W dodatku mocno zmierzwiony naszym krzywym spojrzeniem. Wydobyty spod powierzchni już nie jest taki straszny. Okazuje się być pimpkiem, któremu to my nadaliśmy znaczenie.

Znaczenie lęku

Przychodzi po coś. Ma jakieś zadanie do spełnienia. Możemy albo przyjąć go jako sprzymierzeńca – albo wytoczyć działa zanim jeszcze dobrze przekroczy próg naszego życia. Kiedy wchodzimy w walkę? Kiedy mamy coś do ukrycia. Przed samymi sobą. Kierując uwagę i energię na walkę, uciekamy od Siebie. Skutecznie. Wydaje nam się, że czynimy dobrze. Że w słusznej sprawie. Tymczasem sprawy najczęściej w ogóle nie ma. Jest tylko rozdmuchany lęk, który robi cały ten kurz.

Wydobywanie sensu

Skoro lęk przychodzi z ważnym przekazem – o nas, o naszym potencjale i tym, jak się z nim na nowo połączyć, warto go wysłuchać. Nie po to, by mu się poddać. Po to, by wydobyć nim sens tego, co się w naszym życiu wydarzyło/wydarza. By już więcej nie musieć uciekać przed historią, której jedynym celem było tak naprawdę torowanie drogi do spełnionej teraźniejszości.

Cierpliwość dla lęku

Lęk nie zawsze od razu odsłania swoje prawdziwe oblicze. Czasem musimy zejść z nim nieco głębiej. Przyjrzeć się bliżej temu, co go wywołało i po co. Na to zazwyczaj brakuje nam cierpliwości. A wraz z brakiem cierpliwości przychodzi zwątpienie. Jest ich owocem i konsekwencją. Gdybyśmy wytrwali w lęku i z lękiem w cierpliwości – zwątpienie prawdopodobnie ustąpiłoby miejsca zrozumieniu. Siebie, czyli… lęku. Jesteś nim, kiedy przychodzi. Stajesz się w pełni Sobą, kiedy traktujesz go jak swojego. Nie miej mu za złe, że tak często chce u Ciebie gościć. Przeciwnie – wyraź mu wdzięczność za to, że wybrał Cię na gospodarza.