Żal, czyli pragnienie miłości

Zabrakło Cię dla mnie” – słyszymy od bliższych czy dalszych nam ludzi. I przychodzi ból. Ponad wszystko w nas samych. Czy to poczucie winy, czy może poczucie bycia nieintencjonalnie manipulowanym generuje tak silną reakcję?

Oczekiwania. Tak często stają na drodze do spełnienia. Czym to spełnienie tak naprawdę jest? Poczuciem siebie w pełni. W pełnym zintegrowaniu. W akceptacji tego, kim jestem i co wnoszę. Jeśli jakaś część nas samych jest wyparta, łatwiej jest nam ją dostrzec w innych niż w sobie. Zdarza się, że wręcz staje się ona dla nas największym zapalnikiem dla trudnych emocji. Upatrujemy ich źródła w drugiej osobie. Tymczasem najpotężniejszym, tętniącym potrzebą bycia dotkniętym źródłem jesteśmy my sami.

Wkurzam się Tobą… na siebie

Czasem mamy żal do „kogoś”, że nie reaguje na naszą potrzebę bycia wysłuchanym i wspartym. Ten żal jest w swojej pierwotnej postaci nieuświadomionym żalem względem samego siebie – o to, że nie potrafiliśmy tej potrzeby w otwartości wyrazić. Reakcja drugiej strony bywa zaprzeczeniem tego, czego oczekiwaliśmy – ale jednocześnie często jest w pełni adekwatna do tego, co tak naprawdę zakomunikowaliśmy. Ktoś odebrał nasz przekaz 1:1 – bez czytania na pogmatwanych poziomach, z którymi my sami nie doszliśmy jeszcze do ładu. A czasem nieświadomie odczytał nas właśnie bardzo głęboko – tam, gdzie cząstka naszego ja wołała o to, by nie spełniać roszczeń ego. By nie odbierać nam tym reagowaniem na zawołanie szansy na to, byśmy nauczyli się wyrażać świadomie nasze emocje i prawdziwe potrzeby. Byśmy – przede wszystkim – nauczyli się je w sobie odczytywać i dawać im pełne prawo do tego, by były. Bez wypierania. Z akceptacją, która pozwala iść wyżej.

Zaakceptuj mnie

Zdarza nam się żalem czy niespełnieniem krzyczeć do kogoś o to, by nas pokochał i zaakceptował. By dał nam prawo do tego, byśmy byli tym, kim jesteśmy. Nie lepsi, nie bardziej dojrzali czy odpowiedzialni. Właśnie tacy – doskonali w swojej niedoskonałości. Ten krzyk bierze się z lęku. Jest wyszarpywaniem miłości, którą tak bardzo chcielibyśmy obudzić w nas samych. Nie wiedząc, jak, uciekamy w innych. By to oni wykarmiali nasz głód miłości. Zrzekamy się tym samym odpowiedzialności za własne życie. Nieświadomie oddajemy nasze spełnienie cudzej obecności. Dużo łatwiej jest potem wykrzyczeć, że kogoś zabrakło, że coś się w nas odejściem tej osoby skończyło, niż powiedzieć ze spokojem „Zalepiłeś niedostatek, w którym mnie zastałeś; Twoje odejście na nowo go uwypukla”. Czy to błąd? Możemy go tak postrzegać, spychając się tym ponownie na margines życia. Poczucie winy jest cichym zabójcą. Chociaż nie przychodzi po to, by Cię niszczyć – przychodzi po to, by Cię wyzwolić. By pokazać Ci, że drzemie w Tobie ogromny potencjał, który tym bólem i żalem domaga się tego, by go wreszcie zobaczyć. By skierować tam swoją uwagę, zamiast poszukiwać jej u innych.

Daję sobie prawo do każdej emocji

Co się dzieje, kiedy wchodzimy w te najtrudniejsze z naszych wewnętrznych obszarów? Te, w których poupychaliśmy najboleśniejsze doświadczenia? Na początku jest potężny lęk i paraliż. Dotykamy czegoś, co i tak w nas mocno tkwiło – nie wnosimy niczego nowego. To świadoma konfrontacja przywołuje te emocje i stany na powierzchnię. W pierwszej odsłonie mogą nami silnie potrząsnąć. Tylko po to, by przywrócić nam – na dobre – grunt pod nogami. Lęk, któremu nadajemy twarz, przestaje nas straszyć swoim niedookreśleniem. Im bardziej stajemy z nim w prawdzie, tym słabsza jest jego niszczącą siła. Z czasem zaczyna nam służyć, stając się naszym największym sprzymierzeńcem. Pogłębiliśmy na niego pojemność – a on przestał nas „przerastać”. To doświadczenie, którego słowa nie opisząco też jest błogosławieństwem. Nie uciekniemy w wykarmienie się (pozorne i powierzchowne) cudzym słowem i przekazem. Możemy się nim zainspirować, dodać nim sobie odwagi – po to, by wejściem we własne doświadczenie zaczęły wybrzmiewać nasze własne słowa i przekazy. Świadome i odpowiedzialne – bo rozpoznane i pozbawione nieuświadomionego lęku. Daj sobie prawo do bycia sobą – dając sobie doświadczenie siebie w swojej wewnętrznej konfrontacji.